Kwietniowy Bóbr

Weekend nad Bobrem 4Bóbr to jedna z moich ulubionych rzek. Nadal rybna i stosunkowo blisko domu. Nie tak kapryśna jak Kwisa i czystsza od Nysy Kłodzkiej. Bliżej niż Dunajec i znam ją lepiej niż Drawę. Jednym słowem marzenie na weekendowe wypady. Gdy w zeszłym tygodniu zadzwonił do mnie znajomy z Krakowa i wyraził chęć przyjechania do mnie na ryby, nie mieliśmy problemu z wyborem rzeki.

Odbieram Mirka z dworca w piątek w nocy. Po kilku godzinach rozmów oraz krótkim śnie, ładujemy się do samochodu i w drogę. Podróż mija szybko. Krótkie rozpoznanie na moście we Wleniu i jesteśmy bardzo zadowoleni. Woda wysoka, ale czysta. Na dodatek wyraźnie widać, że dopiero co opadła. Szkoda więc czasu na dalsze dyskusje, jedziemy na kwaterę.

Ośrodek w Łupkach staje się powoli naszą stałą metą. Po krótkiej rozmowie z kierownikiem ośrodka i wyładowaniu maneli jazda nad wodę. Zaczynamy od mostu we Wleniu. Bardzo oklepane miejsce, ale je lubię. Tu stawiałem swoje pierwsze kroki, przy połowie pstrągów i lipieni. Na pierwszy rzut idą woblery. Dalekie rzuty i ściąganie wzdłuż burty. To dobra metoda jednak okazuje się, że nie dzisiaj. Dopiero, kiedy zaczynam wpuszczać woblera pod krzaki i konary mam pierwsze branie. Jarek w akcjiPotem drugie i trzecie, ale pstrągi nie za wielkie.

Zaliczam jednego miarowego raptem na 31 cm. W tym czasie Mirek miał mniej szczęścia. Używał głęboko schodzących woblerów, które z natarczywością komara grzęzły w zaczepach. Gdy już wyrwał większość przynęty, wracamy do auta i przenosimy się do Marczowa. Tam spotykamy Jarka Krempę i razem łowimy prawie do zmroku. Niestety bez efektów. Pstrągi chyba jeszcze po zimie nie doszły do siebie i chociaż wiosnę widać już nad wodą, w wodzie jeszcze życie płynie innym rytmem.

W niedzielę rano, kiedy pierwsze promyki słońca zawitały do naszych okien (były na zachodniej ścianie), pakujemy sprzęt i jedziemy do Nielestna. To miejsce też bardzo lubię. Okazuje się, że nie ja jedyny. Na miejscu stoją już cztery auta.

Przed zmierzchem lądujemy jeszcze na mały rekonesans w dole rzeki. Woda ładna, a Mirek jak na zawołanie ciągnął pstrągi i lipienie z bystrza poniżej mostu. Kończę film w Canonie i wracam z powrotem po felerny aparat. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nic nie będzie ze zdjęć. Cóż mam nauczkę na przyszłość. W końcu i ja sięgam po wędkę. Woda gruba, więc zakładam głęboko schodzącego woblera. Pierwszy rzut. Powoli ściągam przynętę. Ładna wodaGdy już mam wyciągać ją z wody czuję uderzenie.

Zacięcie i w czystej toni widzę biały brzuch wyginający się w charakterystyczne eski. Myślę sobie, no tak szczupak. Byle mi tylko nie odgryzł woblera. Po chwili jednaka widzę rybę wyraźniej i… to pstrąg! Zaskoczony zaczynam ostrożniej holować. Ryba jednak po zimie niezbyt jest jeszcze ochocza do walki. Poddaje się szybko i już mam ją w ręku. Piękna sztuka. Miarka wskazuje 45 cm…. to mój drugi w życiu. Radość jest wielka. O tym jak wielka może powiedzieć Mirek, który z drugiego brzegu podziwiał moje okrzyki radości. Ryba oczywiście po delikatnym odpięciu wróciła z powrotem do wody. Niech czeka lepszych czasów, kiedy w pełni sił będzie mogła się zmierzyć ze mną na muchówce.

Słońce zachodzi…czas wracać

Weekend dobiegł końca. Szczęśliwi wracamy do domu. Po drodze już wspominamy spędzone godziny nad woda. Mam nadzieję, że następne przytrafią się już niedługo.

Say Something