Drawa

Piława 2 Zawsze fascynowały mnie podróże. Kiedyś więcej jeździłem, ale ostatnimi czasy praca na tyle mnie pochłaniała, że trudno było znaleźć czas na jakiś wypad. W końcu się to we mnie tak zebrało, że postanowiłem jechać. Cel – wyprawa w dzicz, w samotności chciałem połazić po jakiś nieznanych mi rzeczkach. Wybrałem połączenie Piławy i Dobrzycy. Plan był ambitny. Dostać się do Starej Łubianki pociągiem i dalej na piechotę . Pierwszego dnia chciałem dojść do połączenia Piławy i Dobrzycy.. później ..sam nie wiedziałem. W planach było pójść Dobrzycą albo Piławą w górę rzeki. Byle nie spotykać ludzi i trochę powędrować. Jak wyszło .. no cóż zacznę od początku.

Pierwsze problemy pojawiły się już we Wrocławiu z.. zakupem namiotu. Nie zamierzałem wydawać dużej kasy na ten materiałowy domek.. co więcej chciałem jej wydać jak najmniej.

Oczywiście całe wakacje, walały mi się pod nogami jakieś dwójki po 40 zł we wszystkich hipermarketach, ale kiedy w końcu potrzebowałem taki wynalazek kupić, wszystkie zniknęły. W jedno popołudnie obróciłem wszystkie markety we Wrocławiu i nic. Pokrzyżowało mi to plany i musiałem przełożyć wyjazd z nocy na południe następnego dnia. Rano udało mi się kupić dwójkę w Selgrosie i dokończywszy pakowania mogłem wyruszyć w podróż. Do celu dojechałem bez przeszkód. Na stacji kolejowej Stara Łubianka zacisnąłem pasa i ruszyłem w drogę. Kto chodził po podkładach kolejowych, ten wie jaka to przyjemność. Na zmianę drobiąc jak gejsza albo zapadając się po kostki w piachu dobrnąłem do rzeki. I tu zaskoczenie. Przy rzece jakaś posiadłość ogrodzona płotem.Wszędzie tablice zakaz wstępu i na dodatek jakieś samochody i przyczepy campingowe. Miało nie być ludzi. Cóż nie poddaję się. Pod mostem kolejowym zbroję wędki i zakładam neopreny.

To tak żeby nie było mi zbyt łatwo. Oczywiście przechodzę na drugą stronę i rozpoczynam łowienie. Pierwsze wyjście mam już po kilku minutach. Niestety to ewidentny kruciak, nawet nie rzucam mu więcej. Początkowo idzie się dość dobrze. Jest jak podejść do rzeki, więc od czasu do czasu trochę sobie rzucam. Z czasem jednak droga staje się coraz bardziej uciążliwa aż w końcu jedyne ścieżki, które pozostały to ścieżki bobrów. Niestety zwykle idą w poprzek do rzeki a nie wzdłuż. Wędrówka zaczyna być coraz bardziej uciążliwa. Do tego wszystkiego potężne pajęczyny i jeszcze większe pająki nie umilają podróży. Początkowo budziły we mnie odrazę, ale z czasem się przyzwyczaiłem. Strącałem te bardziej nachalne, które np. łaziły mi po rancie kapelusza lub urządzały sobie z niego skoki bangi. Powoli zaczynałem się godzić z tym, że nie dojdę do połączenia Piławy i Dobrzycy pierwszego dnia jak miałem zamierzone. Koniecznie chciałem się rozbić za jasnego, więc powoli zacząłem rozglądać się za miejscem do noclegu. Niestety. Wszędzie wysokie trawy, rosnące na dodatek w jakiś takich kępach . Nie dało by się na tym rozbić namiotu. Pierwsze w miarę równe miejsce niestety się nie nadaje. Po drugiej stronie rzeki stoi jakiś dom, psy szczekają i na dodatek nie ma dojścia do wody. Idę dalej. Po kolejnej półgodzinie katorżniczego marszu (nawet już nie wędkowałem) znajduje drugie ciekawe miejsce. Płasko i ładne zejście do wody. Szybko rozbijam namiot i idę łowić ryby.

Ryby jak to ryby.. od razu wyczuły ze szukam kolacji. Złowiłem jednego krótkiego, ale na szczęście miałem jeszcze prowiant, więc nic mu nie groziło i szczęśliwie wrócił do wody. Kiedy zaczęło się ściemniać uznałem, ze więcej to tu się nic ciekawego nie wydarzy. Wróciłem do namiotu i poszedłem się wykąpać do rzeki. Woda zimna, ale za to ile frajdy miałem to moje. Małe ognisko również sprawiło mi dużo przyjemności, choć rybki na nim nie usmażyłem. W nocy słychać tylko były śpiewy na jakimś pikniku.. całkiem ładnie im to wychodziło to prawda ale jakoś wolałbym ich wtedy nie słyszeć.

Noc minęła spokojnie i jak na podróżnika przystało wstałem koło 9. Poszedłem sobie chwilę powędkować, ale słońce stało już wysoko na niebie wiec nie miało to większego sensu. Szybkie pakowanie i dalej po krzaczorach, aż do słynnych połączonych. Po drodze mijam most i wiem, że już niedaleko.

W międzyczasie spotykam kilka załóg kajakarskich, to już studzi mój zapał do dalszej wędrówki. Dochodzę nad połączone i co widzę wybaczcie wszyscy, którzy kochacie to miejsce, ale mnie na kolana nie rzuciło.

Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Tyle mojej przyjemności z pobytu nad Połączonym. Jak tylko wyszedłem z wody, zjawiła się cała rodzinka turystów, chyba z osiem osób. W międzyczasie znów pojawiły się kajaki miałem dosyć. I tak musiałem wrócić do cywilizacji, ponieważ skończyła mi się woda, spakowałem więc manele zarzuciłem na plecy i jazda z powrotem na stacje PKP. Oczywiście nie wracałem już rzeką tylko poszedłem drogami. Nie miałem sprecyzowanych planów co dalej, ale wiedziałem, że w tym samym czasie odbywa się nad Drawą spotkanie kolegów z KWI. Kusiło mnie żeby zrobić im niespodziankę. Kiedy wylądowałem już w Starej Łubiance i zaspokoiłem pierwsze pragnienie okazało się, że za dosłownie kilka minut mam autobus do Wałcza.. Hmm.. spodziewałem się, że z Wałcza bez problemu dostanę się do Starego Osieczna a stamtąd do Waldka to już rzut beretem. Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że nie mam żadnego sensownego połączenia z Wałcza.. zdesperowany zadzwoniłem do Walka dowiedzieć się jak to daleko. Waldek od razu się ucieszył i wysłał po mnie Grzylka. Zostało wiec przesądzone. Jadę nad Drawę. A nad Drawa jak to nad Drawą. Przepięknie.

Miało być całkiem spore spotkanie a okazało się, że pierwszego dnia było ich tylko sześciu Waldek, Grzylek i cztery litry spirytusu. W sobotę dojechałem ja i Bodek oraz gościnie wpadł do nas wieczorem pod wiatkę Tomek z dziewczyną. Nie ma się co rozpisywać. Kto choć raz był nad Drawa wie jak tam uroczo. Kto choć raz był u Waldka zrozumie dlaczego lubię tam jeździć. Siedzieliśmy pod wiatką, gdzie dzielnie towarzyszył nam piesek Waldka. Zażywaliśmy kąpieli w jeziorze.

 

Powrót
Krople wody opadają na bezbronne źdźbła trawy,
I choć to smutne, to prawda właśnie w tym tkwi,
Kto ucieka, ten musi w końcu wszystko zostawić,
Wrócić tam gdzie pisane mu spędzać swe dni,

Zostały, więc nad Piławą, chwile samotności,
Lody w Głusku i zapach pstrąga na ręce,
Psiak pod wiatką ogryza pewnie teraz kości,
A mi na pamiątkę pozostało zdjęcie.

 

 

Say Something